Przeskocz do treści

Homilia Noworoczna

Boża Rodzicielka - Królowa Naszych Serc

 

          „Ty, Matko, nie uczyniłaś nic innego jak tylko nosiłaś w sobie życie Boże, aby ofiarować je światu. Być zamieszkiwanym przez Boga, przeżywać jedność z Odwiecznym, uczynić niebo z człowieka, ze stworzenia królestwo Stwórcy: na tym polega wielkość ludzkiego powołania. Ty, Matko, jesteś początkiem tego wszystkiego i rozpoczynasz w swoim ciele tę Boską rzeczywistość. Ten, kto pragnie w nią wejść, musi najpierw przejść przez Ciebie, ponieważ świętość nie jest niczym innym jak zamieszkiwaniem w nas Boga. Tylko w ten sposób będziemy żyli w pokoju; ziemskie mieszkanie stanie się mieszkaniem niebieskim, chleb ziemski, chlebem Boga, a nasze życie, życiem wiecznym w Bogu.”

            Dzisiaj chciałbym opowiedzieć wam historię urodzin pewnego człowieka. Jego matka miała już jednego syna. Gdy dowiedziała się, że pod swym sercem nosi nowe życie, poszła do lekarza by poddać się zwykłym-w takich przypadkach- badaniom. Był to czas, kiedy w naszej ojczyźnie funkcjonował jeszcze niechlubny, poprzedni system, gdzie aborcja była dostępna w każdym prawie szpitalu. Lekarz, po dokonaniu badań, bez specjalnych ogródek, zakomunikował matce, iż badania wykazały u niej nowotwór i że musi usunąć ciąże, aby podjąć się leczenia. Ona odmówiła i porodziła syna, za którego oddała swoje życie kilka lat później umierając na raka. To właśnie dla mnie się poświęciła i mi oddała swoje życie. Nie jest łatwo, gdy jako młody chłopiec budzisz się po złym śnie, i nie masz przy sobie swojej mamy. Ta świadomość, że ona już nie wróci, że odeszła na wieczny odpoczynek, czasami powoduje, iż zwątpienie w miłość i Boże miłosierdzie wkrada się do mojego serca. Pewnie, dlatego wiele lat później wstąpiłem do zgromadzenia Maristów, którzy swoim życiem konsekrowanym mieli pokazać światu Ewangelię Chrystusa na wzór jego Matki. Ewangelię pełną miłosierdzia i dobroci, współczucia i pokory.

            1 Stycznia obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. Zobaczmy, ileż ona musiała znieść trudów, nim porodziła Jezusa. Najpierw wstyd, bo jest brzemienna. Jak mówi Ewangelia „wpierw nim zamieszkali razem” ze swym mężem Józefem. Później długa, w ciężkich warunkach wędrówka z Nazaretu do Betlejem w czasie, gdy dziecko miało przyjść na świat. Potem Herod chcący zabić malutkiego jej syna. Ale jednak ona potrafiła przejść ponad tymi ludzkimi trudami. Przezwyciężyć przeszkody stawiane jej przez ludzi, bo wiedziała, że robi to dla swojego dziecka, które gdy tylko dorośnie, będzie służyć innym ludziom. I za to właśnie przychodzimy dziękować Maryi. Za jej pokorną zgodę na słowo Boże przekazane za pośrednictwem Archanioła Gabriela. Za to, że zgodziła się przyjąć dar Bożego macierzyństwa. Za to, że Jezusa nie zatrzymała dla siebie, lecz dała go nam wszystkim. Za to, że stała się Matką naszego zbawienia i naszą największą orędowniczką.

           Nie byłoby Męki Chrystusa, ani chwały jego Zmartwychwstania, gdyby nieprzeżywane przed kilkoma dniami wspomnienie wydarzeń z Betlejemskiej stajni, gdyby nie Boże Narodzenie. Gdyby nie Najświętsza Maryja Panna, Boża Rodzicielka. Mnie pewnie też by tutaj nie było gdyby nie moja druga mama, która mnie adoptowała, wychowała i doprowadziła do kapłaństwa. To ona, jako młoda wdowa poślubiła mojego tatę i w pewien sposób uratowała mu życie. Dzisiaj, błogosławię moim mamom tu na ziemi i mojej mamie w niebie. Bo to właśnie dzięki tej ‘Cichej nocy’, to właśnie dzięki dziewiczemu macierzyństwu Maryi, Bóg obdarzył mnie i wszystkich nas, ludzi, łaską wiecznego zbawienia. Za wstawiennictwem Matki Bożego Syna i naszej matki, przychodzimy prosić Ojca Niebieskiego o to, by Jego Opatrzność stale nad nami czuwała przez cały nowy rok, całe nasze życie, aż do jego kresu.

             Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki powinna każdego z nas skłonić do refleksji nad wielką tajemnicą macierzyństwa. Pomyślmy o tych, które dały nam życie. Które poczęły nas, nosiły pod swoimi sercami. Które otaczały nas swoją miłością. Podziękujmy ich częstokroć zapłakanym z naszego powodu oczom. Jeżeli juz odeszły do Pana i nie ma ich pośród nas, pomódlmy się za nie, aż zabolą nas kolana.  Święty Łukasz w swojej Ewangelii doskonale oddaje sens macierzyństwa Maryi. Po narodzinach Jezusa ona nie przestała go nieustannie w sobie rodzić, „zachowując wszystkie te sprawy w sobie i rozważając je w swoim sercu.” Maryja Boża Rodzicielka jest dla nas przykładem jak rodzić w sobie Boga. Dokonuje się to, przez nasze codzienne „fiat” oraz przez rozważanie dobrej nowiny o zbawieniu. Ten, kto w każdym momencie swojego życia żyje Bogiem, rodzi go w sobie i pozwala, aby Bóg mógł narodzić się w jego sercu. Tak jak Maryja, Boża Rodzicielka. I na tym chyba polega istota naszej wiary, bycia chrześcijaninem, bycia człowiekiem dla drugiego człowieka.

             Nasuwa się, więc pytanie, jakie znaczenie ma wyruszanie w kolejny rok życia pod znakiem Maryi. Czy w związku z tym powinniśmy na nowo otworzyć się na naszą Matkę? Co sama Święta Boża Rodzicielka chciałaby nam powiedzieć i na co zwrócić uwagę? Odwołując się do orędzi Maryjnych minionego wieku i tych, które wciąż trwają, należy odnotować nacisk, z jakim Maryja mówi o skali zagrożenia naszej wiary w Boga i zagrożenia naszej ufności pokładanej w jego miłość. Benedykt XVI mówił o tych zagrożeniach:

„Człowiek nie ufa Bogu. Żywi on podejrzenie, że Bóg w ostatecznym rozrachunku odbiera mu coś z jego życia, jest konkurentem, który ogranicza naszą wolność i że bylibyśmy w pełni istotami ludzkimi wtedy jedynie, gdybyśmy odłożyli go na bok; jednym słowem, że tylko w ten sposób możemy zrealizować w pełni naszą wolność.” Ojciec Święty kontynuował: „człowiek podejrzewa, iż miłość Boga stwarza pewną zależność i że musi on koniecznie pozbyć się jej, aby być w pełni sobą samym. Człowiek nie chce otrzymywać od Boga swego istnienia i pełni swego życia. Sam chce czerpać z drzewa poznania moc kształtowania świata, uczynienia z siebie boga, podnosząc się do jego poziomu oraz pokonać śmierć i ciemności. Nie chce liczyć na miłość, która nie wydaje mu się godna zaufania; liczy jedynie na wiedzę, albowiem to ona daje mu moc. Bardziej niż na miłość stawia na władze, z jaką chce wziąć samodzielnie w swe ręce swoje własne życie. A czyniąc to, pokłada ufność raczej w kłamstwie niż w prawdzie i w ten sposób pogrąża sie ze swym życiem w próżni, w śmierci.”

              Niestety, „kroplą trucizny” zatrute jest rozumowanie każdego z nas. Wyjątek stanowi tylko Święta Boża Rodzicielka. My wszyscy, w tej epoce odradzającego się pogaństwa, jesteśmy zagrożeni kłamstwami i trucizną tego świata. Jeżeli się nie ustrzeżemy przed skutkami zalewającej nas trucizny niewiary w Boga i nieufania w jego miłość, to dotknie nas niechybnie wielkie zło. Święta Boża rodzicielka zna skale zagrożenia naszego pokolenia i wie też dobrze, że do niej należy zwycięstwo. Dziś na nowo patrzymy na Maryję, jako nasza Matkę. Nie jest to jakiś przypadkowy poryw serca, ale odpowiedz na to, że sam nasz Zbawiciel odsyła nas do swojej matki zarówno wtedy, gdy sam, jako niemowlę, złożone w betlejemskim żłobie, korzysta z jej macierzyńskiej troski, jak też wtedy, gdy z wysokości Krzyża daje nam ją za Matkę. Maryja chętnie podejmuje zlecone jej zadanie. Ona z woli Bożej prowadzi nas za rękę do chwały zmartwychwstania. 

            „Dzisiaj pozdrawiamy Maryjo ciebie, jak cię pozdrawiają Anieli w niebie. Zdrowaś, Zdrowaś Panno Maryjo! Boś ty jest Matuchną Syna Bożego, tyś Królowa Nieba i świata całego, tyś jest godna Maryjo tego.

Tobie się kłaniają chóry anielskie, ciebie pozdrawiają duchy niebieskie,

Ciebie prosi całe plemię ludzkie. Nawet Trójca Święta szanuje ciebie, bo najwyższe miejsce dała ci w niebie, posadziła najbliżej siebie. Co za wielkie szczęście, Panno dla ciebie, gdy Bóg Ojciec córką mianował ciebie i najwyżej wywyższył w niebie.”