Przeskocz do treści

Błogosławiony

Błogosławiony

 

 

 

 

 

 

 

Wyzwolony, choć wciąż nie pojednany, wyczekuję na twój znak…
Błogosławiony, choć wciąż grzeszny, błagam o zrozumienie…
Wdzięczny, choć wciąż zagubiony, pragnę żyć twoją miłością…
Szukam pokoju serca, lecz serce moje wciąż niespokojne-
zasypia i budzi się w namiętności, pyta o ukojenie, o spełnienie, o szczęście…
Pokaż mi raz jeszcze moją drogę…
Uchyl mi choć raz twego Nieba,
abym mógł zobaczyć cos, co nada sens przemijaniu.
Czy pozwolisz abym ponownie mógł zakochać się w tobie?
Czy pomożesz mi zapomnieć to iż żyję w ciemności?
Czy dodasz mi sił, abym mógł pokonać zwątpienie,
abym odrzucił żal, pychę, fałszywą pokorę  i smutek?
Wyzwolony, choć z duszą na ramieniu, przyjmuje chleb życia-
kielich zbawienia wypijam do dna,
i mimo tak wielu słabości,
wiem, że jestem błogosławiony…

Ciągle szukam w swoim życiu potwierdzenia miłości. Wciąż potrzebuję zapewnień od innych, że jestem kochany. To samo dotyczy miłości Boga do mnie. Jakże często czuję się zraniony przez niego, gdy tak naprawdę to ja ranię i Boga i ludzi. Jeden teolog napisał że, „Raz wiarą przyjęta prawda potrzebuje umocnienia. Taka jest bowiem natura miłości, że jest ona rzeczywistością, która aby istnieć, musi się dziać. W przeciwnym wypadku zamiera i gaśnie.” Pewna zraniona kobieta powiedziała mi kiedyś, że miłość nie istnieje, że jej po prostu nie ma. Mówiła to ze łzami w oczach, jakby prosiła abym zaprzeczył. Prawda jednak jest taka, że miłość Chrystusa jest obecna w każdym sercu które pragnie kochać. Bóg ciągle nam ofiaruje potwierdzenie swojej miłości w osobie Jezusa Chrystusa, który umarł za nas z miłości. Bóg nas ukochał bez wzajemności, nie w odpowiedzi na naszą miłość, ani nie pokochał nas w nagrodę. Był absolutnie pierwszy, bezinteresowny i pozostaje na zawsze wierny.

A ja? Czy w tej miłości jestem bezinteresowny, wierny i miłosierny? Chyba nie do końca. Gdy powiedziałem pewnej dziewczynie która została bardzo zraniona, że Bóg ją kocha, słowa te wydawały się zupełnie bez pokrycia. Bo tak po ludzku, to Bóg zezwala na to, aby miłość jakakolwiek ona by nie była, raniła nas i zostawiała blizny które często krwawią przez całe życie. Tak po ludzku, miłość Boża zbyt wiele od nas wymaga i sprawia że często przez nią cierpimy. Jak można kochać kogoś, kogo nikt nie widział, kto nigdy nas nie przytulił, nie powiedział czułego słowa? Może właśnie dlatego szukamy szczęścia tam, gdzie nie powinniśmy tego robić. Może dlatego wciąż jesteśmy ranieni i sami też ranimy innych.

Zaprzeczeniem Bożej miłości jest pochodząca od szatana nienawiść. To smutne, gdy widzę w swoim życiu tak wielu, którzy nie potrafią wybaczyć, nie umieją szukać pojednania i nie chcą prawdziwie kochać. A przecież prawdą jest to, że ci którzy nie zasługują na miłość, najbardziej jej potrzebują. Cóż więc mogę odpowiedzieć tej kobiecie? Jak mogę pocieszyć tę skrzywdzoną dziewczynę i zapewnić ją, że Bóg ją kocha? Może po prostu, pomodlę się za nie w ciszy serca, prosząc o łaskę przebaczenia i odpuszczenia grzechów. A Bóg, w swojej dobroci, będzie nam wszystkim błogosławił, nawet gdy nie będziemy zdolni aby pokazać mu naszą wdzięczność i szczerą miłość.