Przeskocz do treści

„1” Droga Krzyżowa

 

 

 

Droga Krzyżowa Miłości i Miłosierdzia – Opracował Ks. M. J. Pawłowski

Mój Jezu, jak bardzo pragnę powtórzyć w sobie twoje życie, bo tylko w ten sposób upodabniając się do ciebie w szarej codzienności, w walce ze złem, pozwolisz mi dostąpić łaski twego miłosierdzia. Przepełnia mnie pragnienie by żyć tak jak ty, po Kalwarię, po Krzyż, z miłości. Pragnę pokrzepiać się twoim słowem, wpatrując się w twoje serce i zawsze pełnić wolę twojego Ojca. Pragnę oddychać twoją miłością i być światłem nadziei dla tych, którzy łakną twego miłosierdzia.

Stacja I – Jezus na śmierć skazany

Osądzić, zlikwidować. Zbyt niewygodny. Zbyt wiele zamętu wnosi swoimi naukami w moje życie. Tylko, dlaczego on wciąż milczy? Dlaczego nie protestuje? On tylko milczy… Panie Jezu, jakże często niepokoisz moje sumienie tym swoim milczeniem…

Tchórzliwy Piłat umył ręce, Szatan ukryty za Kajfaszem, krzyczy wraz z nim: Niech zginie w męce! Krew na nas i na dzieci nasze! Niech zamilknie słowo sprawiedliwe. Bo cóż oprawcom po tym Słowie, gdy władza tylko dla tchórzliwych, komu potrzebny Bóg i człowiek.             Bierz Chryste belkę ciężką, obmyj ją w drodze krwawym potem. Pójdziemy z tobą po zwycięstwo, do zmartwychwstania przez Golgotę.

Stacja II – Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Prosty krzyż, drewniany, ani za ciężki, ani za lekki. Taki krzyż przygotował mi Pan. A ja buntuje się… Panie Jezu, dlaczego ty nie protestowałeś przeciwko temu krzyżowi, na którym znalazły się wszystkie grzechy świata?

Ciężko jest dźwigać męki brzemię, poprzez zapluty ścisk motłochu. Dalej, naigrywajcie się ze mnie, gdy wlokę się w ulicznym prochu. Tak będę niósł przez długie lata, przeciwko złu i przeciwko zbrodniom – mój i wasz krzyż, zbawienie świata i hańbę waszych podłych sądów. Idziemy z tobą w pyle drogi, czujemy w sobie ciężar krzyża, a ślad twej skaleczonej nogi, twą obietnicą nam przybliża.

Stacja III – Jezus upada po raz pierwszy

Wiele prób i wiele upadków. Wiele też zwątpień…, Ale przecież nie jestem lepszy niż on. Zbawiciel świata też upadł pod ciężarem naszych win. Tylko on powstał z upadku. A ja?

O Boże to zbyt wielki ciężar na ludzkie barki i sił za mało. A ty mi każesz: Idź! Zwyciężaj! Bo słowo już ciałem się stało. A ciało mdłe i moc ucieka, i za nim koniec się przybliży, to Bóg zmieniwszy się w człowieka musi upadać wciąż pod krzyżem. I nasza droga Chryste Panie, cała zasłana jest krzyżami. O jakie ciężkie jest dźwiganie, gdy wciąż pod nimi upadamy.

Stacja IV - Spotkanie Jezusa z Matką

Niema tragedia. Matka i syn. Nie jest łatwo patrzeć na cierpienie własnego dziecka. Serce się wyrywa z piersi, chce się krzyczeć, biec na ratunek. A tu tylko cisza. Nie, nie trzeba już więcej słow. Nie trzeba…

O Matko moja! W Nazarecie byłem skapany w twej miłości, i było mi jak wszystkim dzieciom, tak najszczęśliwiej i najprościej. Dziś cię spotykam na mej ścieżce – zbolałą, skamieniałą miłość. A wiesz ty, po co ból ten jeszcze? By się proroctwo wypełniło. Ażeby Matko siedem mieczów, przebiło twoją pierś matczyną, odejdź już, bo zbliża się wieczór, i pora płakać po swym synu. O Matko Boża, zapłacz z nami, bo tyle Golgot jest na świecie. Nie jesteś sama, twymi łzami, płaczemy wszyscy, twoje dzieci.

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Za co? Za co muszę się hańbić dźwiganiem krzyża z tym przeklętym?! Co na to powie rodzina, przyjaciele? I jak ja teraz wyglądam? Ile jest we mnie Szymona z Cyreny, którego trzeba było zmusić, aby pomógł? Ile razy zapieram się Chrystusa i dopiero jakaś sytuacja życiowa zmusza mnie, abym się do niego przyznał. Panie, dlaczego ty tak mnie wiele kosztujesz?

Tchu już brakuje i krok ustaje, Cyrenejczyku podejdź bliżej. Wzdragasz się, lecz cię biorę w najem, nie bój się, pochyl się pod krzyżem. Pomóż mi dźwigać go do celu, i wróć do domu, do swych zajęć. Jesteś wybranym, jednym z wielu, człowiekiem, co mi dłoń podaje. Chryste, swym obarczony krzyżem, pomóc ci chcemy w twoim trudzie. Więc krzyże swe dźwigamy wyżej, o przyjmij pomoc grzesznych ludzi…

Stacja VI – Weronika ociera twarz Jezusowi

Zawstydzasz mnie, Weroniko. Jakże często w imię swoiście rozumianego spokoju pozostaję obojętny na cierpienie bliźniego, na sprawy wiary, moralności. Tak, tak, spokój jest najważniejszy. No przecież nie można było, jestem tylko człowiekiem! Tylko ta Weronika… Czy musiała to uczynić? I jak ja dzisiaj wyglądam z tą moją odwagą?

Spod wieńca cierni, z krwawej rany, krew się po twarzy łączy z potem. I w krajobrazie zamazanym twe oczy nie widzą już Golgoty. Choć potok obelg znów się zrywa, cisza przerywa wrzawę dziką. I nagle ulga na mnie spływa, to twoja chusta, Weroniko. Lud cię twój Chryste nie opuści, wśród życia najstraszniejszych zdarzeń. I w sercach naszych, jak na chuście, przetrwa oblicze twojej twarzy…

Stacja VII – Jezus upada po raz drugi

Niejednokrotnie czynię postanowienia. Ruszam na wędrówkę życia z bagażem próśb, o których wie tylko Ojciec. Może często krzyczę:, Dlaczego mnie nie słuchasz? Dlaczego pozwalasz, abym wciąż upadał?” Chyba potrzebne są od czasu do czasu lekcje pokory…

Kanciaste drzewo bark ugniata, nogi tak słabe są w kolanach, jak gdyby wszystkie grzechy świata, włożono z krzyżem na grzbiet Pana. Biją żołdacy, wrzeszczą sługi, łamie się krok i w oczach ciemno. Chrystus upada po raz drugi, tak się stworzyciel łączy z ziemią. Całuje twoje ślady Panie. Twój krzyż, upadek i twe rany. Okaż nade mną zmiłowanie, gdy przed twym majestatem stanę.

Stacja VIII – Jezus pociesza płaczące niewiasty

Fałszywe współczucie wiele nie kosztuje. Można na tę jedną chwilę przybrać maseczkę współczującego i odegrać po mistrzowsku swoją rolę. No, ważne, aby i inni to zauważyli. „Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi.” I znowu Panie, zrywasz te moje maski. A tak w nich było mi wygodnie…

Uciszcie się niewiasty rzewne! Nad Bogiem płakać nie przystoi. Płacz będzie jeszcze wam potrzebny, zapłaczcie, więc nad losem swoim. Nad swymi dziećmi dziś zapłaczcie, nad tymi, co na śmierć go prowadzą. Nim srebrnikami ich opłaci, ten, co do władzy doszedł zdradą. Ale łzom naszym Zbawicielu, pozwól popłynąć, bo twa męka, wciąż naszym losom się udziela, więc płaczę i wśród płaczu klękam.

Stacja IX – Jezus upada po raz trzeci

Liczymy na sukces. Jesteśmy zdolni do największych wyrzeczeń w imię sukcesu. Wszystko, wszystko musi być podporządkowane naszym sukcesom. Tylko te upadki… Boże, dlaczego ty się tak nie mnie uwziąłeś? Jeżeli ty jesteś, to, dlaczego pozwalasz abym upadał w drodze do sukcesu? Czy ta twoja droga musi być zawsze wyboista?

Jak ciemno, chociaż słońce świeci, jak brak mi tchu, choć cel się zbliża. O Boże! Czemu po raz trzeci, mam upaść pod ciężarem krzyża? Czemu nie ześlesz mi pomocy, by krzyż ten lżejszy stał się dla mnie? Wstaję, a krew się z twarzy broczy i spada na pustynny kamień. Po trzykroć kłaniam ci się Chryste. Po trzykroć padam na twym szlaku. A twoje światło wiekuiste, jedynym dla mnie będzie znakiem.

Stacja X – Jezus z szat obnażony

Odrzeć kogoś z jego godności, oto swoista rozrywka dzisiejszego postępowego społeczeństwa, podobno społeczeństwa ludzi inteligentnych, humanistów… Panie, nie pozwól, abym własne grzechy usprawiedliwiał grzechami innych.

Skazaniec ma być z szat obdarty. Na krzyżu ma zawisnąć nagi. Niech gawiedź wie, że to nie żarty, gorszej niż śmierć trzeba zniewagi. Trzeba by zbóje i oprawcy, tak w zbrodni swej zapamiętali, obnażający swego Zbawcę o szatę jego los rzucali. Klęczę przed tobą znieważony. Obnażam wszystkie grzechy swoje. I przed twym krzyżem jak przed tronem, modlę się: Przyjdź Królestwo twoje.

Stacja XI – Jezus przybity do Krzyża

Pierwszy gwóźdź i grzech. Drugi gwóźdź, grzech. Trzeci gwóźdź, grzech. Czwarty gwóźdź, piąty gwóźdź, szósty gwóźdź, grzech… Nie ważne, ile jest tych gwoździ. Muszę pytać sam siebie:, Jakim gwoździem, jakim grzechem przybijam Chrystusa do Krzyża?

Żelazne gwoździe wbija w ciało, narzędzie owinięte szmatą. Jak to się stało? Co to się stało? Za jakie czyny ta zapłata? Prawda jedynym była grzechem, a przebaczenie było winą. Bolesnym wciąż się tłucze echem: „Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” Proszę cię rzewną swą modlitwą, gdy czas mój będzie się przybliżać. Pozwól o Chryste mi zawisnąć, po prawej stronie twego krzyża.

Stacja XII – Jezus umiera na krzyżu

Gdzie ta nieśmiertelność? Gdzie ten twój Pan życia i śmierci? Umarł. Pluń na wiarę! Pluń na nadzieję! Pluń na miłość! Przyłącz się do nas. Chwytaj dzień! Co się przejmujesz jakimiś naukami szaleńca, który już dawno umarł na krzyżu! Chodź z nami, my ci pokażemy „prawdziwe życie”. A na wzgórzu poza miastem stał krzyż, a na nim ciało zbawiciela świata. Czy wszystko jest już skończone?

Życie ucieka z krwią i siłą. Meka zatyka oddech w krtani. Już się proroctwo wypełniło: „O Elli, lamma sabahtani!” Opadły członki, zwisła głowa sczerniała w szarej poniewierce. Podchodzi żołdak i bez słowa, przebija włócznią Boże serce. Niech groby pękną i niech zadrży ziemia. Szatańska moc niech się przestraszy. Bo na tym krzyżu Pan Stworzenia, umiera dziś za grzechy nasze.

Stacja XIII – Zdjęcie Pana Jezusa z krzyża

Za miłość, za prawdę i za dobro trzeba często płacić życiem. A tego świat już nie uczy…

Mój synku, jak cię mam przygarnąć, jak mam utulić w swych ramionach? Kiedy mnie dławi rozpacz czarna, i razem z tobą tutaj konam. O synu mój, tak bardzo źle mi, żeś skończył życie swe tułacze. I nim twe ciało oddam ziemi, niechaj nad tobą, choć zapłaczę. Choć jeszcze chwilkę, choć błysk chwili, pozwól mym oczom się nasycić. Bo się uczniowie zgromadzili, by cię w grób zabrać z mego życia. O Matko nasza, w twym cierpieniu nie jesteś sama, bo my z tobą. Opluci, bici i poniżani. Wciąż okrywamy się żałobą.

Stacja XIV – Złożenie ciała Jezusa do grobu

Jeszcze tylko kamień na grób i pieczęć. Na wszelki wypadek wartę dodać, aby nikt go nie wykradł z grobu. Można tworzyć iluzje. Można siebie oszukiwać. Można zagłuszać głos sumienia. Ale Pana Boga, nigdy!

Zbliża się szabat, czas ucieka, trzeba pospieszyć się z pogrzebem. Nie można tak Boga-człowieka pod gołym pozostawić niebem. On nie ma grobu, on wygnaniec. Cóż nam zostało prócz nadziei, że spocznie przed swym zmartwychwstaniem, w grobie kupca z Arymatei? Noc ciemna grób objęła ciszą, śpi straż przysłana przez Kajfasza. Śpi miasto i nikt już nie usłyszy od grobu skargi Jeremiasza…

Przeszliśmy z tobą Chryste Drogę Krzyża, aby teraz oczekiwać zmartwychwstania. Niech ta modlitwa dziękczynna, wzniesie się do samego Nieba.

„Wierzę w ciebie Panie, lecz wzmocnij moją wiarę. Ufam tobie Boże, ale wspomóż moją nadzieję. Miłuję ciebie, lecz uczyń moją miłość bardziej gorącą. Żałuje za moje grzechy, ale spraw, abym żałował doskonalej. Uwielbiam cię jako stwórcę wszechrzeczy, pragnę ciebie jako celu ostatecznego. Wychwalam cię jako ustawicznego dobroczyńcę, i wzywam jako miłosiernego obrońcę. Kieruj mną w swojej mądrości, otocz swą sprawiedliwością, pocieszaj dobrocią, chroń swoją potęgą. Naucz mnie, jak jest małym to, co ziemskie, jak wielkim to co Boskie, jak krótkim to co doczesne i jak nieskończonym, to co wieczne.

Spraw, abym dobrze przygotował się do śmierci, przejął się zbawiennym lękiem twojego sądu, uniknął potępienia i osiągnął niebo. Proszę cię o to, Ojcze, przez Syna twego, Jezusa Chrystusa, naszego Pana.”