Przeskocz do treści

1. Gdzie jest twoje Betlejem?

Na podstawie poezji i prozy pisarzy i poetów Polskich

 

„Nie szukaj Jezusa w dalekich krajach-nie ma go tam. Jest blisko ciebie, jest zawsze z tobą. Nie pozwól zgasnąć swojej lampie wiary, a zawsze go zobaczysz. Napełniaj ją małymi kroplami miłości, a przekonasz się, jak słodki jest Pan. Podziel się ze mną w mojej samotności chlebem powszednim. Swoją obecnością zapełnij nieobecne ściany. Pozłoć nieistniejące okno swoich marzeń. Bądź drzwiami, nade wszystko drzwiami, które można otworzyć na oścież…”

„Jestem bardzo samotny. Całymi dniami leżę w łóżku i wpatruję się w sufit. Po twarzy płyną łzy. Mam 14 lat i od roku jestem sparaliżowany. Nikt mnie nie odwiedza. Dlaczego? Tak bardzo mi ciężko. Tak bardzo proszę, proszę o człowieka… Ludzie z betonowego chodnika. Mijamy ich pośpiesznie, potem zapominamy. A może wcale nie pamiętamy? Jeden przechodzień z betonowego chodnika i ja. Czy wciąż jestem człowiekiem?”

„Zawsze ilekroć się uśmiechasz do swego bliźniego i wyciągasz do niego rękę jest Boże Narodzenie. Zawsze, ilekroć milkniesz, by innych wysłuchać, zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności, zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei tym wszystkim, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa; zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość; zawsze ilekroć pozwolisz by Bóg pokochał innych poprzez ciebie – zawsze wtedy jest Boże Narodzenie.”

„Jakże jest ważne zdać sobie sprawę, że miłość, aby była prawdziwa, musi boleć. To ja muszę być gotowy dać z siebie wszystko, aby nie krzywdzić innych, lecz czynić dla nich dobro. Wymaga to ode mnie gotowości dawania siebie, aż do bólu. W przeciwnym razie nie będzie we mnie prawdziwej miłości i zamiast pokoju przyniosę swoim bliźnim niesprawiedliwość i smutek.”

„Ptaki niby dzwoneczki cieszą się kolędą – Chrystus nam się narodził i nowe dni będą. Od stajni Betlejemskiej aż do brzegów Wisły. Z ptakami smukłe sarny dziwować się przyszły. Niebo się patrzy jak dwa gołębie płyną na błękitnej tarczy. I kwiaty, choć to zima, czas mroźny i cichy, niosą mirrę, kadzidło i złote kielichy. I pawie przyfrunęły z krajów cudzoziemskich, by swe pióra przyrównać do skrzydeł anielskich. A mały Chrystus smutny w drzwi patrzy i czeka. By pośród witających zobaczyć człowieka.”

„W chwili, gdy odwrócę oczy od siebie samego, od swoich praw i przywilejów i ambicji, wtedy jasno dostrzegę, że Jezus jest przy mnie. Dlatego wołam; ‘ciszej, ciszej mój głosie! Żadna moja siła nie wypowie zachwytu. Ciszej głosie, ciszej! Niechaj zabrzmi kołysanka uszom Bogu miła. Niechaj głos Matki łagodny usłyszy: Lulajże Jezuniu, lulaj… A ty go matulu w płaczu utulaj… Będę tobie wtórował ciszej niźli powiew, wszechmocny hołd oddany w kołysanki słowie. Ciszej, ciszej mój głosie! Bądź jedynie echem ust matki śpiewającej nad Bogiem i Synem-odblaskiem jej oczu, i czułym uśmiechem.’”

„A podobno jest gdzieś ulica, lecz jak tam dojść? Którędy? Ulica zdradzonego dzieciństwa, ulica wielkiej kolędy.   Na ulicy tej, taki znajomy w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie stoi dom jak inne domy, dom, w którym żeś się urodził. Ten sam stróż stoi przy bramie, przed bramą ten sam kamień. Pyta stróż; ‘Gdzieś Pan był tyle lat?’ ‘Wędrowałem przez ten głupi świat.’ Więc na górę szybko po schodach wchodzisz… Matka wciąż taka młoda. Przy niej ojciec z czarnymi wąsami i dziadkowie. Wszyscy ci sami. I brat, co miał okarynę, potem umarł na szkarlatynę. Właśnie ojciec kiwa na matkę, że już wzeszła gwiazda na niebie i czas się dzielić opłatkiem. Więc wszyscy podchodzą do siebie i serca drżą uroczyście, jak na drzewie przy liściach liście. Jest cicho, choinka płonie, na szczycie cherubin fruwa. Na oknach pelargonie, blask świeczek złotem zasnuwa. A z kąta, z ust brata płynie, kolęda na okarynie…”

„Ktoś pukał do drzwi naszych aleśmy nie słyszeli. Ledwo starczyło czasu opłatkiem się podzielić. Ktoś odszedł z naszych domów, wędruje, puka dalej. A my dla nieznajomych stawiamy biały talerz. Jakeśmy się spieszyli, kłócili i cieszyli, że wszystko pogubili. W tej najważniejszej chwili, życzymy najlepszego, opłatek każdy kruszy i nikt nie wie, dlaczego, samotność tylko mamy w duszy. Ktoś pukał do drzwi naszych, aleśmy nie słyszeli. Ledwo starczyło czasu opłatkiem się podzielić.”

„W ciemności do ciebie idziemy, ja niemy i ty niemy, i ręce wyciągamy i znowu się mijamy. W ciemności tak bolącej jak najjaskrawsze słońce, z ustami pełnymi mrozu, z gardłem ściśniętym powrozem. Tak wędrujemy latami, zanim się wreszcie spotkamy, dotkniemy palców palcami, jakbyśmy chwycili w dłonie po świeczce zapalonej.”

„Aby zaprowadzić pokój, nie potrzebujemy karabinów i bomb, lecz miłości i współczucia. Promieniujmy tym Bożym pokojem i zapalajmy jego światło. Wygaszajmy nienawiść i żądze władzy w świecie i w sercach wszystkich ludzi.”

„Jezu, wiotki jak sarenka, śpiew mój przed twą dłonią klęka. Jezu kruchy jak opłatek, tobie serce w łzy bogate. Jezu dziecka drżący ciałem, słodko głosić twą pochwałę. Z wołem, osłem, pasterzami klęczę – miłość brzmi słowami. Lśni matczyny blask uśmiechu, śpiewu jej pobrzmiewa echo. Głos miłości, nuta wiary, Panie wiekom niepojęty, niewypowiedziany, Święty!”

„Gdzie jest Bóg? Wierzymy, że jest wszędzie, jest stwórcą, jest wszystkim. Gdzie jednak mogą go zobaczyć oczy człowieka? Po to, bym mógł zobaczyć twarz Boga swoimi ludzkimi oczami, Bóg zamieszkał w głodujących, nagich, bezdomnych, samotnych i powiedział: ‘Cokolwiek uczyniliście dla jednego z tych najmniejszych braci moich, mieście uczynili.’”

„Gdzie jest Betlejem pierwszych naszych gwiazd? Betlejem snu wśród gołębi śniegu opadających na trawy zapachu pełne? Gdzie miękkość dłoni pełnych troski, mleko ufności w aniołów czuwanie ponad dachami północnych miast? O narodzony przed wiekami, powiedz w tę noc, gdy głos twój chwytają nawet uszy zwierząt, czy nasi bliscy w proch zamienieni przemówią kiedyś jeszcze do nas?”

„Modlę się Boże żarliwie, modlę się Boże serdecznie: za krzywdę upokorzonych, za drżenie oczekujących, za wieczny niepowrót zmarłych, za konających bezsilność, za smutek niezrozumianych, za beznadziejnie proszących, za obrażonych, wyśmianych, za słabych, bitych, za samotnych, za pragnących miłości, za ich troski, przykrości, zmartwienia, za niepokoje i bóle, tęsknoty, niepowodzenia… Modlę się Boże żarliwie, modlę się Boże serdecznie…”