Przeskocz do treści

3. Rozważanie Adwentowe-Bóg jest Miłością

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bóg jest Miłością 

          „Gdy wszystko przeminęło z wiatrem i nie ma wokół żywego ducha, on jest przy tobie, z miłością patrzy z miłością twoich myśli słucha – Bóg jest miłością. Gdy ci odbiera wszelką pewność to, co się w życiu strasznie kłóci, gdy nikt cię nie może zrozumieć i nie masz się, do kogo zwrócić – Bóg jest miłością. Szukałeś jej przez całe życie tyle samotnych dni i nocy, aż w końcu życie cię złamało, więc spójrz jej teraz prosto w oczy – Bóg jest miłością. Życie nie może być przegrane, jeszcze nic się w życiu nie skończyło, więc przestań się lękać nad ranem, bo tu chodzi tylko o miłość – Bóg jest miłością.” 

           Ten piękny wiersz Ks. Mariusza Bernyś, przypomina nam o tym, że Bóg jest miłością. Bóg stał się jednym z nas z miłości i dla miłości. Adwent to czas przygotowania na przyjście Boga, który jest miłością. Czas bogaty w przeżycia. Dla ludzi wiary to radosne oczekiwanie-codzienne wychodzenie na spotkanie Pana. Wychodzenie przed świtem, z lampą lub świecą rozjaśniającą ciemności adwentowej nocy-na Maryjne roraty. Adwent przypomina nam także przymierze zawarte miedzy Bogiem a ludzkością. I to przymierze nie na drodze umowy, nie w formie traktatów, aktów, nie przez słowa, symbole, ale przez takie fakty, których nie da się odwołać, którym nie da się zaprzeczyć. 

            Traktat można anulować, przymierze można zerwać, papier można podrzeć, symbolowi można nadać treść, ale tego faktu, że Bóg należy do ludzi, a ludzie do Boga, nikt nie potrafi zmienić. Żyjemy wiec w ciągłym i stałym przychodzeniu Boga, w ciągłym Adwencie. Chrześcijaństwo nie narodziło sie z jakiejś zbiorowej tęsknoty i oczekiwania na Boga-Chrystusa. Potrzeba przyjścia Boga na świat jest tak wielka, że my juz nawet za nim nie tęsknimy. My tęsknimy czasem za Bogiem wspomożycielem, kiedy nas nęka choroba, kiedy życiu najdroższych zagraża śmierć, kiedy chcemy dostać posadę, tak to wtedy tęsknimy, ale tylko za darem. A nasza wiara, objawiona i autentyczna, nie jest wcale owocem tęsknot i pragnień, tylko jest następstwem faktów, że Bóg nieproszony i czasem nawet niepożądany, przychodzi do człowieka i nieraz komplikuje mu życie. 

            A Kościół? Wcale nie zrodził się z tęsknoty. Nie stworzył go Piotr. Kościół zjawił się na świecie tylko wtedy, kiedy Chrystus powiedział do Piotra „Tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego.” Piotr poszedł za Chrystusem, bo to wołanie było silniejsze niż wszystko to, co go otaczało. Św. Paweł woła dziś: „rozumiejcie chwilę obecną.” A więc postępujcie rozważnie, zrozumcie, że każdy człowiek, że cały świat potrzebuje Chrystusa, potrzebuje jego przychodzenia, że nie wolno mu odrywać znaku od świętej rzeczywistości, która ten znak wskazuje. Tam gdzie się w kościele odprawia Msze Świętą, tam gdzie ludzie przystępują do sakramentów świętych, tam przychodzi Bóg - Miłość i daje człowiekowi łaskę zbawienia. 

             Dzisiaj wielu nie rozumie chwili obecnej i brak im mądrości Bożej. Dla nich Bóg jest daleko, Bóg jest nieobecny, jakby nie miął nam nic do powiedzenia, jakbyśmy przed Bogiem nie musieli zdać sprawy z tego cośmy zrobili: dobra czy zła, światłości czy ciemności. Dzisiaj jest potrzebna świadomość miedzy życiem z Bogiem, czy życiem bez Boga. Miedzy tymi wartościami dobra i zła stoi człowiek i to on musi dokonać wyboru, na czym ma sie oprzeć, na jakiej wartości. I ta Boża mądrość polega na uznaniu obecności Boga. W Adwencie pali się obok ołtarza świeca, jako przypomnienie i jako wezwanie: czuwajcie! Przez cztery tygodnie: czuwajcie! Bo możemy się z Bogiem rozminąć. Możemy jego przyjścia nie zauważyć. Mówi Św. Augustyn: „Lękam się tego, że Chrystus będzie przechodził obok mnie, a ja go nie zaproszę i On nigdy do mnie nie wróci.” Dlatego trzeba czuwać. Trzeba czuwać aby nie przegapić miłości. 

            W czasie Adwentu, zanim zasiądziemy przy jednym wigilijnym stole, każdy z nas musi sobie zadać to pytanie: Czy jestem gotowy? Czy jestem czujny? Jeśli się na coś czeka, to człowiek zazwyczaj nie umie się zająć poważnie żadną inną pracą. Cała jego istota, cała jego osobowość jest nastawiona na to, co ma przyjść. Czekający jest nastawiony na to, czego lub kogo oczekuje. Wszystko inne wydaje się w tym momencie oczekiwania mniej ważne lub w ogóle nie ważne, bez znaczenia i bez wartości. Cała moja osoba jest nastawiona na wydarzenie na które czekam. Oczekując na pociąg w poczekalni dworcowej „zabijam czas” czytaniem książki, przeglądaniem gazety, rozmową, oglądaniem reklam i wystaw. Nie rozkładam się wtedy z prasowaniem, nie gotuje obiadu, nie robię nic zobowiązującego i angażującego, bo czekam! 

           A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili sie i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli sie kiedy przyszedł potop.” Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i tak samo zadowoleni, ze nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie z nami przed przyjściem Syna człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy, nie czekamy...Co więcej, nie bez przyczyny Św. Paweł nawołuje: „rozumiejcie chwilę obecną...Odrzućcie uczynki ciemności, a przyobleczcie sie w zbroje światła, żyjcie przyzwoicie.” To nie mogą być tylko takie sobie puste słowa, pobożne gadanie bez znaczenia. Okres Adwentu, to okres oczekiwania, okres czujności i gotowości. I tak naprawdę, to całe życie chrześcijanina jest adwentem, okresem świadomego oczekiwania na przyjście Pana. 

            Czy ja jednak nie zapomniałem o tym? Czy ja nie rozkładam całego mojego kramiku w kolejowej poczekalni? Czy nie zapomniałem, ze mój pociąg może w każdej chwili nadjechać, że mogę nie zdążyć się spakować? Czy jestem gotowy do odjazdu, do ostatecznej i nieodwołalnej podroży? Czy nie uśpiłem swojej czujności nie tylko codziennymi zajęciami, ale przede wszystkim moimi grzechami: pychą, zarozumiałością, zatwardziałością serca, obojętnością, lekceważeniem przykazań i moich chrześcijańskich obowiązków? Czas Adwentu ma mi o tym przypomnieć, ze czekam! Ale czy ja naprawdę czekam? Nie na święta, nie na choinkę i prezenty, nie na miłą i radosną, rodzinną atmosferę, ale na przyjście Pana? 

            „Oto Pan przybywa, prostujcie ścieżki swego życia. Pospiesz nam, Boże z pomocą, wyzwól nas z pęt grzechów naszych, Pośpiesz, a dłużej nie zwlekaj wzbudź w nas potęgę swa na nowo!

O Boże, tchnij nowe życie, i okaz swe miłosierdzie. Ciebie czekamy z tęsknota, obiecanego Zbawiciela.

Oto nadchodzi nasz Zbawca, aby panować nad nami. Mocą swej wielkiej ofiary, on zgładzi grzechy całej ziemi.

Ukaż nam blask twojej drogi, która do ciebie idziemy. Prawdy światłością nas oświeć, byśmy zdążyli do twego Królestwa.”