Przeskocz do treści

2. Boże Narodzenie – Źródło Wielkiej Miłości

„Te ręce przed chwilą urodziły Boga, gdy Ducha Świętego z wiarą przywołałeś. Chleb się przeistoczył, a z nim ból i trwoga, twoje serce, talent, wdzięk i życie całe. Jak kiedyś z miłości Przenajświętsze ciało, wzięło swój początek w Panny Świętej łonie, jakby tej miłości było mu za mało, teraz chce mieć dla niej twoje święte dłonie? Nie lękaj się, weź go, jak umiesz najczulej, on chce, byś go tulił w dłoniach w chlebie białym. Przylgnij dziś do niego z twym szczęściem i bólem, aż na krzyż pójdź za nim i oddaj się cały…”

Pamiętam ten czas, kiedy ostatni raz spędziłem wigilie z moimi bliskimi. Tato, mama, bracia, wszyscy razem. Kilka miesięcy później nagła śmierć taty jego odejście, bunt przeciwko Najwyższemu, krzyk rozpaczy, smutek. Potem już żadna wigilia nie była taka sama. Gdy kochana osoba odchodzi, gdy tak bardzo cierpimy, to wtedy jesteśmy najbliżej Boga, który jest miłością. To właśnie w tych najbardziej trudnych momentach mojego życia, w ciemności mego serca usłyszałem powołanie. „Nie lękaj się”, powiedział Pan. „Teraz już nigdy nie będziesz sam.” Gdy słucham ludzi, którzy narzekają tak bardzo, że mama marudzi, bo już w podeszłym wieku, że tatą trzeba się opiekować, bo chory na Parkinsona, że dzieci tylko problemy ze sobą przynoszą do domu, że żona źle gotuje, że mąż pije, że brat tylko przy komputerze siedzi a siostra tylko wiecznie się uczy, gdy słyszę to narzekanie to ogrania mnie gniew. Bo ja też taki jestem. Zamiast dziękować Bogu, że dał mi tak wiele, że stał się jednym z nas, że pokochał nas tak mocno, iż syna swego do nas posłał, to ja wciąż narzekam.

Jakże my, więc drodzy bracia i siostry dzisiaj obchodzimy Boże Narodzenie? Co my weźmiemy dla siebie z narodzin Syna Bożego? Jeśli chcemy wziąć z nich dużo i ubogacić się tym, co najważniejsze, to przypomnijmy sobie wpierw o wielkiej potrzebie i największym pragnieniu każdego człowieka: by być kochanym i to miłością nieskończoną, wszechmocną, czyli taką, która potrafi nas ocalić. Dziecku wystarczy tyle, że jest kochane. Człowiek dojrzewający chce także sam kochać, bo przeczuwa i wie, że ludzka osoba rozwija się i spełnia jedynie w miłosnej więzi osób. Z doświadczenia i z obserwacji wiemy, jak się ma sprawa z ludzką miłością w małżeństwach i w naszych rodzinach. Wszędzie widać ogromne niedostatki w miłości. Kto z nas powie, że już czuje się tak kochany, jak tego pragnie? I że sam tak miłuje swoich bliźnich, jak na to zasługują? Bez wątpienia każdy z nas nosi w sobie jakiś radykalny brak w zakresie miłości. Świadczą o tym nasze ciche łzy, co dzień doświadczane mniejsze i większe przykrości od naszych najbliższych.

A oto Bóg Ojciec, daje nam dzisiaj swego Syna, żeby zapewnić nas o swej Boskiej miłości do nas, do ciebie, do mnie. Jest to miłość przedwieczna, nieodwołalna, absolutnie wierna, a zarazem nienarzucająca się, delikatna, dyskretna. Po prostu wspaniała i cudowna miłość. Taka, na jaką czeka każdy z nas! Doprowadzić człowieka, a siebie w pierwszej kolejności do tej prostej i życiodajnej pewności, że Bóg kocha nas Boską, nieskończoną miłością to trudne zadanie. Nawet dla Wszechmocnego Boga jest to trudne, bo człowiek, dotknięty skutkami grzechu pierworodnego, jest poważnie chory na niedowierzanie swemu stwórcy. Chociaż cały utkany jest z miłości Boga, to jednak wciąż nie potrafi uwierzyć mu i zaufać. Dziecko długo rozczarowywane przez rodziców i inne osoby mu bliskie brakiem należnej mu miłości, niełatwo uwierzy, że miłość w tym świecie jest rzeczą oczywistą i że jest ona czuła, delikatna i absolutnie wierna.

Tak wobec Boga Ojca wszyscy stajemy się, jako takie dzieci, które dotąd nie spotkały miłości na miarę wpisanych w nie pragnień. A Bóg cierpi wraz z nami, gdy widzi, jakie to pokłady niewiary i podejrzliwości odgradzają nas od niego. Bóg nie zostawia nas samych z negatywnymi uczuciami. Nasz stwórca daleki jest od chłodnej zgody na naszą beznadziejność i marne wegetowanie przez ileś tam lat. On, będąc miłością, po prostu nie może przystać na naszą marną egzystencję – w smutku, zwątpieniu i oporze, pełnym goryczy i żalu. Bóg przekonuje nas, że być człowiekiem to wielka sprawa. Zapewnia nas, że jemu na nas bardzo zależy. On zrównuje się z nami, gdy w tajemnicy wcielenia staje się jednym z nas. Zniża się do naszego poziomu i uniża po to, żeby tym bardziej przekonująco zaofiarować nam możliwość wyniesienia nas na Boski poziom życia. Boże Narodzenie, drogi bracie i droga siostro, jest w swej istocie miłosnym wyznaniem Boga Ojca. W ziemskich narodzinach swego syna Bóg Ojciec mówi nam: Kocham cię, świecie! Kocham cię człowiecze! Skoro daję wam mojego syna, to czy możecie mówić, że jesteście sami, samotni i zagubieni? I że wasz los jest nazbyt trudny i niepewny? I że nie wiecie, skąd wyszliście i dokąd podążacie?

To Jezus jest ‘zwiastunem Bożych zamiarów’. Narodzenie Pańskie odkrywa przed nami te zamiary. Bóg pragnie dać nam uczestnictwo w Bóstwie swojego syna. Czyni to przez krzyż i zmartwychwstanie. Przeżywamy to w każdej Eucharystii. W ten sposób przywraca nas do godności dzieci Bożych, którą utraciliśmy przez grzech i wprowadza nas do życia wiecznego. Chrystus jest życiem , bez niego trwamy w śmierci. Chrystus jest światłem, a każdy, kto odrzuca Chrystusa, kroczy w ciemnościach. Bóg jest naszym Ojcem, a uznanie tego faktu objawia się w przyjęciu Syna, który ukazuje prawdę o Ojcu. Kto nie przyjmuje jego świadectwa, kto je odrzuca, jest dzieckiem ciemności. Bowiem do życia wiecznego nie można wejść inaczej, jak tylko przez narodziny z wody i Ducha Świętego. Jeżeli pozwolimy aby Bóg narodził się w naszym sercu, to mimo iż nie mamy nic co byśmy mogli Bogu zaoferować, on zawsze będzie nas obdarowywać swoją obecnością i swoją miłością.

Drodzy siostry i bracia!

W dzień Bożego Narodzenia sens danego nam czasu życia można by zawrzeć w tym jednym zdaniu: Czas jest czekaniem Boga na naszą miłość. Jaki to będzie dla nas czas w oktawie Bożego Narodzenia? Czy Jezus doczeka się, choć jednego aktu szczerej miłości do niego? „Miłość przyzywa miłość, odpowiedz mi, zatem mówi Bóg: Pragnę ciebie. Cóż cię onieśmiela? Twoje powtarzające się zaniedbania? Twoje niedociągnięcia? Brak zrównoważenia? Twoja myśl roztargniona? Złe wspomnienia? Biorę to wszystko na siebie. Zbieram nędzę, a czynię z niej wspaniałości. Daj mi, więc wszystko i kochaj. Tylko kochaj, nic więcej.” Amen.