Przeskocz do treści

By dostać nic za wszystko…

                             

By dostać nic za wszystko…

 

     

 

 

 

 

„Jest jeszcze taka miłość, ślepa, bo widoczna jak szczęśliwe nieszczęście, pół radość, pół rozpacz... Ile to trzeba wierzyć, milczeć, cierpieć, o nic nie pytać. Skakać jak osioł do skrzynki pocztowej by dostać nic za wszystko.”

        Ten prosty wiersz Księdza Jana Twardowskiego stał się dla mnie bardzo bliski. Można powiedzieć, iż jest to moje najnowsze motto życiowe, bo jakże prawdziwe. Bo miłość może dać nam w jednej chwili to, czego nie mogliśmy osiągnąć przez długie lata poszukiwań i tęsknoty, ulotnej nadziei i rozpaczy... Mówią, że miłość przemija. Może to i prawda. Ale woda chrztu wysycha tak samo. Czy mamy wobec tego lekceważyć Sakrament Chrztu Świętego? Święty Augustyn miął racje, gdy powiedział, iż „nie powinniśmy kochać ludzi na tyle, aby dla nich kochać ich występki, a nie powinniśmy nienawidzić występków na tyle, aby dla nich nienawidzić ludzi.” Bo tam gdzie jest nasza niemoc tam też jest nasza siła. Tam gdzie jest nasza nędza, tam też jest nasza wielkość. Tam gdzie jest ciemność, tam także panuje światło... Jednak tylko wiara może nam o tym powiedzieć i jedynie nadzieja pozwala nam to usłyszeć.

        W ostatnim czasie znów zawiodłem sie na człowieku. Obdarowywałem innych miłością, naiwnie myśląc, iż w jakiś sposób odwdzięcza sie za ten dar. A tutaj tylko pustka, milczenie i obojętność. Ale przecież uzależniać ludzi powinienem nadzieja a nie wdzięcznością, bo ta jest krótkotrwała. Nadzieja ma znacznie lepsza pamiec. Czasami to pragnę zasnąć i sie juz nie obudzić. Bezsensem życia sie nie trudzić. Głupota własna sie nie męczyć i innych ludzi nią nie dreczyc. Nie ranic, nie być, nie kochać, i przez miłość więcej nie szlochać... Ale wiem, iż to niemożliwe. Wiem ze musze dawać szansę memu sercu każdego dnia, inaczej straci ono swoja wartość. „Więc będę starał się ze wszystkich sił być tym, który kochać umie i tym, który łzy rozumie i tym, co prawdziwa przyjaźń zna i tym, co serce szczere ma...”

       I jeszcze na koniec Ksiądz Twardowski:

      „Jaka to radość pomagać dźwigać biec do chorego z wywieszonym językiem własne swe serce nieść jak gorączkę rozdawać i wciąż się czuć bezradnym być niczym by Pan Bóg mógł działać wszystko jest wtedy, kiedy nic dla siebie.”

(Na podstawie refleksji Księdza Jana Twardowskiego).